Sławomir Górzyńskihistoryk · heraldyk · genealog · epigrafik · wydawca

ŻART NAUKOWY

Laudacja na 64. urodziny — o sobie samym

Tekst urodzinowy w dwóch wersjach językowych: polskiej i łacińskiej. Laudacja ma charakter świadomie autoironiczny.

21 sierpnia 2026 roku

Gdyby ktoś zapytał mnie dzisiaj, co właściwie znaczy ukończyć sześćdziesiąt cztery lata, odpowiedziałbym, że nie jest to jeszcze wiek, w którym należy uroczyście ogłaszać starość, ale zdecydowanie jest to już moment, w którym coraz trudniej przekonująco udawać młodzieńca. To raczej taki etap życia, kiedy człowiek przeczytał już wiele książek, niemało sam napisał, zgromadził niezliczoną liczbę notatek, zaczął bardzo wiele przedsięwzięć, część z nich ukończył, a jeszcze więcej uważa za wymagające dokończenia. I wreszcie zaczyna rozumieć, jak wiele rzeczy nadal pozostaje do poznania.

Historią zajmowałem się zawsze nie po to, aby jedynie oglądać przeszłość, lecz przede wszystkim po to, aby zadawać jej pytania. Historia nigdy nie była dla mnie ciągiem dat, wojen, monarchów i dekretów. Interesowali mnie przede wszystkim ludzie — ich rodziny, nazwiska, godności, kariery, ambicje, pamięć o nich i znaki, za pomocą których chcieli określić swoje miejsce w społeczeństwie.

Miałem przy tym szczęście spotkać ludzi, od których można było uczyć się nie tylko wiedzy, lecz także sposobu myślenia o historii. Szczególne miejsce zajmuje tu dla mnie mój Mistrz, Profesor Aleksander Gieysztor. Należał do tych uczonych, którzy potrafili uświadomić młodszemu historykowi, że źródło trzeba nie tylko przeczytać, ale zrozumieć, że szczegół jest ważny dopiero wtedy, kiedy potrafimy zobaczyć jego miejsce w większej całości, a prawdziwa erudycja nie polega na demonstrowaniu wiedzy, lecz na umiejętności stawiania trafnych pytań. Jeśli czegoś z tego sposobu uprawiania historii nauczyłem się przez lata, zawdzięczam to także Jemu.

Stąd wzięły się moje zainteresowania heraldyką, genealogią, epigrafiką i innymi naukami pomocniczymi historii. Zresztą określenie „pomocnicze” zawsze wydawało mi się nieco krzywdzące. Bo jak można naprawdę uprawiać historię bez narzędzi pozwalających rozpoznać człowieka, odtworzyć jego rodzinę, przeczytać inskrypcję, zrozumieć pieczęć czy poprawnie opisać herb?

Heraldyka nigdy nie była dla mnie wyłącznie sztuką rozpoznawania tarcz i barw. Herb jest dokumentem. Mówi o pamięci rodzinnej, pozycji społecznej, prawie, aspiracjach, sposobie reprezentacji, a czasem również o świadomym tworzeniu własnej tradycji. Podobnie genealogia nie jest tylko zbiorem linii łączących nazwiska. Jest historią społeczeństwa opowiadaną poprzez pokrewieństwa, małżeństwa, majątki, urzędy i kariery.

Z tego zainteresowania wyrosły moje badania nad szlachtą i arystokracją polską, szczególnie w XIX wieku i w rzeczywistości państw zaborczych. Szczególne miejsce zajęła tu Galicja. Nobilitacje, legitymacje szlachectwa, tytuły baronowskie i hrabiowskie, tworzenie się nowej arystokracji, a także próby odnalezienia się dawnych rodzin Rzeczypospolitej w systemie prawnym monarchii habsburskiej zajmowały mnie przez wiele lat.

Z tych badań powstały Nobilitacje w Galicji w latach 1772–1918 oraz Arystokracja polska w Galicji. Studium heraldyczno-genealogiczne. I właśnie ta ostatnia książka wraca dziś na mój stół. Przygotowuję jej drugie, znacznie poszerzone wydanie, bo książka historyczna właściwie nigdy nie jest skończona, dopóki w archiwach pozostają dokumenty, których jeszcze nie wykorzystaliśmy, a nowe pytania każą nam inaczej spojrzeć na źródła już kiedyś czytane.

Obok arystokracji drugim wielkim tematem mojego zainteresowania było ziemiaństwo polskie. Od początku lat dziewięćdziesiątych współtworzyłem Spis ziemian Rzeczypospolitej Polskiej w roku 1930 i wielotomowych Ziemian polskich XX wieku. W tym miejscu szczególnie chcę podziękować Profesorowi Tadeuszowi Epszteinowi za wiele lat wspólnej pracy. Takie przedsięwzięcia nauczyły mnie, że historię społeczną buduje się nie tylko poprzez wielkie syntezy, lecz przede wszystkim z tysięcy drobnych, sprawdzonych informacji: kto był czyim synem, gdzie mieszkał, jaki posiadał majątek, jaki sprawował urząd, z kim zawarł małżeństwo, gdzie się urodził i kiedy umarł.

Jednym z rodów, do którego wielokrotnie powracałem, byli Radziwiłłowie. Badałem ich sprawy galicyjskie, legitymacje szlachectwa i związki rodzinne, a od kilku lat redaguję serię „Fasci Radzivilliani”. Ukazało się już dziesięć tomów dotyczących nie tylko samych Radziwiłłów, lecz również Czartoryskich, Lubomirskich, Sapiehów i innych rodzin magnackich. Do kolejnych tomów przygotowywałem teksty wstępne, ponieważ uważam, że zadaniem redaktora nie jest jedynie doprowadzić książkę do druku, ale również otworzyć czytelnikowi drzwi do świata, który ta książka opisuje.

Do tego samego kręgu zainteresowań należy przygotowany przeze mnie artykuł o inskrypcji na trumnie Janusza księcia Radziwiłła. To dobry przykład tego, co szczególnie mnie interesuje: jeden tekst, jeden przedmiot, jeden zabytek mogą prowadzić równocześnie do historii człowieka, rodu, tytułu, heraldyki, ceremoniału pogrzebowego i pamięci o zmarłym.

Bo do inskrypcji wracam stale.

Epigrafika nauczyła mnie, że kamienie naprawdę mówią — trzeba tylko umieć zadawać im właściwe pytania. Inskrypcja nagrobna nie informuje jedynie o tym, kto umarł. Mówi również o tym, jak zmarły miał być zapamiętany, jakie cechy jego rodzina uważała za godne przekazania potomnym, jakich używano tytułów, symboli i formuł, aby stworzyć określony obraz człowieka.

Dlatego przygotowałem również dwa artykuły dotyczące napisów i programów heraldycznych na bramach w Krasiczynie, Łańcucie i Nowym Wiśniczu. W takich miejscach herb, napis i architektura nie są trzema przypadkowymi elementami. Tworzą wspólny program ideowy — komunikat o fundatorze, rodzie, władzy, pamięci i reprezentacji.

Jeszcze wyraźniej ten problem pojawia się w przygotowanej wspólnie z moją Żoną, dr Iwoną Dacką-Górzyńską, książce o kościele Świętego Krzyża w Warszawie jako panteonie pamięci. Interesuje nas nie tylko sam kościół i jego dzieje, lecz przede wszystkim przestrzeń pamięci tworzona przez epitafia, tablice, pomniki, inskrypcje, symbole heraldyczne i biografie ludzi, których tam upamiętniono. Świątynia staje się w ten sposób swoistym archiwum pamięci narodowej.

Iwona zajmuje w tej opowieści miejsce szczególne. Jest nie tylko osobą, z którą napisałem i przygotowałem wiele prac, ale przede wszystkim kimś, z kim od lat dzielę życie, zainteresowania, podróże badawcze, archiwa, cmentarze, fotografie, książki, pomysły i przedsięwzięcia, których często zapewne żadne z nas osobno by nie podjęło. Jeśli więc mówię o własnym dorobku, byłoby nieuczciwością nie powiedzieć wyraźnie, jak wiele z tego dorobku powstało dzięki wspólnej pracy z moją cudowną Żoną.

Drugim miejscem, do którego od lat powracam badawczo, jest Francja.

Polskie groby, polskie inskrypcje i polskie ślady we Francji zajmowały mnie przez dziesięciolecia: Montmartre, Saint-Vincent, Batignolles, Montrésor, Montmorency. Powstały książki dotyczące polskich pochówków, materialnego dziedzictwa emigracji, polskiego liceum w Villard-de-Lans oraz nagrobków i innych form upamiętnienia polskich monarchów i ich rodzin we Francji.

Dzisiaj jednym z największych przedsięwzięć jest dla mnie Père-Lachaise — paryski panteon polskiej emigracji. Przygotowywana jest edycja znajdujących się tam polskich inskrypcji, ale sam projekt ma znacznie szerszy charakter. Chodzi o ludzi, genealogie, herby, pomniki, fundatorów, środowiska emigracyjne i sposoby tworzenia pamięci. Père-Lachaise nie jest przecież wyłącznie wielkim cmentarzem. Dla historii Polaków we Francji jest ogromnym archiwum zapisanym w kamieniu.

Za wspólną pracę nad tym przedsięwzięciem chcę podziękować dr. Andrzejowi Biernatowi, z którym od wielu lat spotykają się moje zainteresowania archiwami, emigracją, cmentarzami i polskim dziedzictwem we Francji.

Ale Francja interesuje mnie nie tylko poprzez dzieje emigracji i miejsca pamięci. Ostatnio wracam również do znacznie wcześniejszego momentu stosunków polsko-francuskich — do czasu pierwszej elekcji i wyboru Henryka Walezego na króla Polski. Wspólnie z Profesorem Jakubem Z. Lichańskim pracujemy nad ukazaniem szerszego polsko-francuskiego projektu politycznego i intelektualnego, którego świadectwem były teksty Forcadela, Balduina i Jana Zamoyskiego. Przygotowuję tłumaczenie dzieła Forcadela, ale najciekawsze staje się dla mnie nie samo przełożenie łacińskiego tekstu, lecz odtworzenie świata idei, oczekiwań i politycznych wyobrażeń, w którym ten tekst powstał. To znowu ten sam rodzaj historii: pojedynczy tekst staje się wejściem do znacznie większego problemu.

Coraz bardziej interesują mnie właśnie takie przestrzenie i nośniki pamięci. Nie tylko pojedynczy nagrobek, herb, napis czy książka, lecz cały zespół znaków, tekstów i przedmiotów, poprzez które przeszłe pokolenia mówiły o sobie i o tych, których chciały zachować w pamięci.

Przez wszystkie te lata nie tylko pisałem książki. Bardzo często zajmowałem się również wydawaniem książek innych autorów.

W 1991 roku współtworzyłem Wydawnictwo DiG i od tego czasu praca wydawcy stała się równie naturalną częścią mojego życia jak praca historyka. Redaktor pozostaje trochę w cieniu. Czyta, poprawia, pyta, szuka źródeł, pilnuje przypisów, indeksów, ilustracji i typografii, a na końcu cieszy się, kiedy na okładce znacznie większymi literami widnieje nazwisko autora.

Od wielu lat redaguję również Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, Rocznik Skierniewicki, serię Fasci Radzivilliani i inne przedsięwzięcia naukowe.

Szczególne miejsce zajmuje wśród nich Szymon Okolski i jego Orbis Polonus — jeden z najważniejszych siedemnastowiecznych polskich herbarzy. Doprowadzenie do pełnej polskiej edycji tego dzieła jest dla mnie czymś więcej niż przedsięwzięciem wydawniczym. Praca ze starym tekstem jest rodzajem rozmowy prowadzonej ponad stuleciami. Autor mówi swoim językiem, tłumacz próbuje go zrozumieć, a redaktor musi sprawić, żeby tę rozmowę mógł usłyszeć współczesny czytelnik.

Coraz większą część mojej pracy zajmują dziś narzędzia cyfrowe.

Przez lata historyk tworzył kartoteki. Dzisiaj można budować systemy wiedzy obejmujące setki tysięcy skanów, rekordów genealogicznych, dokumentów i fotografii. Nie uważam tego za zerwanie z tradycyjnym warsztatem. Przeciwnie — dobry system cyfrowy jest po prostu bardzo rozbudowaną kartoteką historyka, która potrafi połączyć informacje, których ręcznie często nie bylibyśmy już w stanie zestawić.

Stąd projekty związane z Metryką Koronną, bazami genealogicznymi, archiwaliami i Centrum Ksiąg Sądowych Dawnej Rzeczypospolitej.

Szczególnie ważna jest tu przygotowywana wspólnie z Profesorem Krzysztofem Mikulskim publikacja Urzędnicy mazowieccy ziemscy i grodzcy. Spisy. Tradycyjny spis urzędników łączy się w tym projekcie z tysiącami skanów ksiąg sądowych. Można zatem przejść od nazwiska urzędnika do konkretnej zapiski, od zapiski do strony księgi, od osoby do genealogii, a od genealogii do innych źródeł.

To właśnie rozumiem jako przyszłość warsztatu historyka: nie zastąpienie źródła technologią, ale połączenie źródeł w taki sposób, aby można było zadawać im pytania, których wcześniej zadawać nie mogliśmy.

Przypadło mi także trochę funkcji, obowiązków i zaszczytów. Jestem członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, a od 2010 roku jego prezesem. Pracuję w Komisji Heraldycznej przy MSWiA. Należę do polskich i międzynarodowych środowisk genealogicznych i heraldycznych.

Otrzymałem również odznaczenia i nagrody — polskie, litewskie, resortowe, naukowe. Wszystkie cenię. Nie dlatego jednak, że sam medal czy dyplom jest szczególnie ważny. Największą wartość ma w nich dla mnie świadomość, że ktoś uznał wykonywaną przeze mnie pracę za potrzebną.

Ale właśnie tutaj, kiedy człowiek próbuje mówić o swoim dorobku, pojawia się niebezpieczeństwo, że zacznie opowiadać o nim tak, jakby wszystko zrobił sam.

A przecież niemal niczego naprawdę dużego nie robi się samemu.

Książki mają współautorów, redaktorów, tłumaczy i recenzentów. Projekty naukowe powstają dzięki ludziom, którzy dzielą się wiedzą i źródłami. Towarzystwa naukowe istnieją dzięki tym, którzy poświęcają im swój czas. Archiwa otwierają się dzięki archiwistom. Wydawnictwo tworzą nie tylko jego właściciele, ale autorzy, redaktorzy, korektorzy, graficy, drukarze i czytelnicy.

Dlatego przy sześćdziesiątych czwartych urodzinach, jeśli rzeczywiście mam mówić o sobie, powinienem powiedzieć przede wszystkim dziękuję.

Dziękuję tym, od których się uczyłem. Tym, z którymi pisałem książki i artykuły. Tym, z którymi przez lata prowadziłem badania. Kolegom z towarzystw naukowych, współpracownikom projektów, autorom Wydawnictwa DiG i wszystkim, którzy przez te lata chcieli ze mną dyskutować, poprawiać mnie, podsuwać źródła, spierać się i wspólnie coś budować.

Bo jeżeli udało mi się stworzyć coś trwałego, to nigdy nie było to dziełem jednego człowieka.

I właśnie przy sześćdziesiątych czwartych urodzinach dochodzę też do wniosku, że może najmniej interesujące byłoby sporządzanie listy tego, co już zrobiłem.

Znacznie ciekawsza jest lista tego, czego jeszcze nie skończyłem.

Père-Lachaise czeka.

Drugie wydanie Arystokracji polskiej w Galicji czeka.

Urzędnicy mazowieccy czekają.

Książka o kościele Świętego Krzyża czeka.

Forcadel czeka.

Inskrypcje wciąż trzeba czytać.

Herby wciąż trzeba identyfikować.

Genealogie poprawiać.

Dokumentów wiedeńskich jest zapewne więcej, niż zdołam kiedykolwiek wykorzystać.

Dawne herbarze trzeba nadal porównywać ze źródłami.

A gdzieś zawsze leży następny tekst, następny dokument, następna fotografia albo następna książka, której jeszcze nie zdążyłem skończyć.

Dlatego, skoro wolno mi wygłosić laudację na własną cześć, nie chciałbym powiedzieć:

oto człowiek, który ukończył swoje dzieło.

Znacznie bardziej odpowiada mi:

oto człowiek, który przez sześćdziesiąt cztery lata szukał, czytał, zbierał, pisał, wydawał, dyskutował, czasami się mylił, często poprawiał, niemało znalazł — i nadal chce szukać.

Bo być może właśnie to jest najlepszym świadectwem życia uczonego: nie to, że zna wszystkie odpowiedzi, ale że wraz z upływem lat potrafi zadawać coraz lepsze pytania.

A jeżeli los pozwoli, książki, archiwa, inskrypcje, herby, księgi sądowe, cmentarze, stare łacińskie teksty i Radziwiłłowie jeszcze przez jakiś czas nie zaznają przeze mnie spokoju.

Ad multos annos — mnie samemu, ale przede wszystkim ludziom, z którymi miałem i mam szczęście pracować, oraz wszystkim pracom, których jeszcze nie zdążyłem dokończyć.

prof. dr hab. Sławomir Górzyński
Redaktor Naczelny Wydawnictwa DiG

Die XXI mensis Augusti anno Domini MMXXVI

Si quis me hodie interrogaret quid proprie sibi velit sexagesimum quartum aetatis annum complere, responderem nondum eam esse aetatem qua senectus sollemniter proclamanda sit, sed profecto iam eo pervenisse tempus quo iuvenem se simulare difficilius ac minus credibile fiat. Haec potius est illa vitae aetas, qua homo multos iam libros legit, non paucos ipse scripsit, innumeras schedas congessit, plurima incepta aggressus est, aliqua perfecit, plura vero adhuc perficienda esse iudicat. Tum denique paulatim intellegere incipit quam multa adhuc cognoscenda supersint.

Historiae semper operam dedi non ut praeterita tantummodo contemplarer, sed imprimis ut ea interrogarem. Historia mihi numquam mera fuit series annorum, bellorum, regum ac decretorum. Homines ante omnia me semper commoverunt — familiae eorum, nomina, dignitates, cursus honorum, ambitiones, memoria, atque signa quibus locum suum in societate definire et aliis ostendere conabantur.

Fortuna quoque mihi favit, quod viros convenire potui a quibus non solum scientiam, sed ipsam rationem de historia cogitandi discere licuit. Inter eos locum singularem obtinet Praeceptor meus, Professor Alexander Gieysztor. Ex iis erat viris doctis qui iuveni historico persuadere poterant fontem non tantum legendum, sed intellegendum esse; singula tum demum momentum habere, cum in ampliore rerum contextu collocentur; veram denique eruditionem non in scientia ostentanda consistere, sed in arte quaestiones recte ponendi. Si quid ex tali historiae colendae ratione per annos didici, id etiam Illi me debere libenter confiteor.

Inde ortum est studium meum heraldicae, genealogiae, epigraphicae ceterarumque disciplinarum quae vulgo historiae auxiliares appellantur. Quamquam ipsa vox auxiliares mihi interdum paulo iniqua videri solet. Quomodo enim historia vere coli potest sine instrumentis quibus homo certo agnoscatur, familia restituatur, inscriptio legatur, sigillum intellegatur aut insigne gentilicium rite describatur?

Heraldica mihi numquam fuit sola ars scuta coloresque discernendi. Insigne est documentum. De memoria familiae loquitur, de loco sociali, de iure, de ambitionibus, de modo quo status publice repraesentatur, interdum etiam de traditione consulto fabricata. Similiter genealogia non est tantummodo linearum inter nomina ductarum compages. Historia est societatis per consanguinitates, matrimonia, praedia, magistratus et cursus vitae narrata.

Ex hoc studio natae sunt investigationes meae de nobilitate et aristocratia Polonica, praesertim saeculo undevicesimo atque in condicionibus civitatum quae terras olim Rei Publicae Polono-Lithuanae post partitiones obtinuerant. Peculiarem hic locum obtinuit Galicia. Nobilitationes, probationes atque recognitiones nobilitatis, tituli baronum et comitum, ortus novae aristocratiae, necnon conatus veterarum familiarum Rei Publicae se ad ordinem iuridicum Monarchiae Habsburgicae accommodandi, per multos annos me occupaverunt.

Ex his studiis orta sunt opera Nobilitacje w Galicji w latach 1772–1918 atque Arystokracja polska w Galicji. Studium heraldyczno-genealogiczne. Hoc ultimum opus nunc iterum in mensam meam redit. Editionem secundam, multo ampliorem, paro; liber enim historicus revera vix umquam absolutus est, dum in archivis documenta latent nondum adhibita atque novae quaestiones nos cogunt fontes iam olim lectos aliter respicere.

Praeter aristocratiam alterum magnum campum studiorum meorum constituit ordo possessorum praediorum Polonicorum, praesertim saeculo vicesimo. Inde ab initio annorum nonagesimorum operibus Spis ziemian Rzeczypospolitej Polskiej w roku 1930 atque seriei multivoluminis Ziemianie polscy XX wieku operam dedi. Hoc loco Professori Tadeo Epsztein gratias praecipuas agere volo pro tot annis laboris communis. Talia opera me docuerunt historiam socialem non solum magnis synthesi constitui, sed imprimis milibus parvarum notarum accurate comprobatarum: quis cuius filius fuerit, ubi vixerit, quod praedium possederit, quem magistratum gesserit, quem matrimonio sibi iunxerit, ubi natus sit et quando mortuus.

Inter familias ad quas saepissime redii Radivilliana gens locum obtinet singularem. Res eorum Galicianas, probationes nobilitatis atque vincula gentilicia investigavi, atque iam aliquot annos seriem Fasci Radzivilliani edendam curo. Decem iam volumina prodierunt, non solum Radivillos ipsos, sed etiam Czartoryscianos, Lubomirscianos, Sapiehianos aliasque domos magnatum illustrantia. Singulis paene voluminibus textus introductorios paravi, quia officium editoris, ut mihi videtur, non in eo tantum est ut liber ad typographum perveniat, sed etiam ut lectori ianuam aperiat ad mundum quem liber ille describit.

Ad eundem studiorum orbem pertinet articulus a me iam paratus de inscriptione in sarcophago Iani principis Radziwiłł. Exemplum hoc bene demonstrat quid in rebus historicis maxime me alliciat: unus textus, unum obiectum, unum monumentum simul ducere possunt ad historiam hominis, familiae, tituli, heraldicae, ritus funebris atque memoriae postumae.

Nam ad inscriptiones continenter redeo.

Epigraphica me docuit lapides revera loqui — modo quis rectas eis quaestiones ponere sciat. Inscriptio sepulcralis non solum indicat quis mortuus sit. Testatur etiam quomodo defunctus memoriae commendandus fuerit, quas virtutes familia posteritati dignas putaverit, quibus titulis, symbolis ac formulis imago hominis posteris traderetur.

Hinc etiam duos articulos paravi de inscriptionibus atque programmatibus heraldicis portarum Krasicini, Lancuti et Novi Visnicii. In eiusmodi monumentis insigne, inscriptio et architectura non sunt tria elementa fortuito coniuncta. Unum efficiunt programma idearum — nuntium de fundatore, familia, potestate, memoria et repraesentatione.

Eadem quaestio adhuc clarius apparet in libro quem una cum uxore mea, doctore Iwona Dacka-Górzyńska, paramus de ecclesia Sanctae Crucis Varsaviensi velut pantheo memoriae. Non ipsa tantum ecclesia eiusque historia nobis curae sunt, sed potissimum spatium memoriae quod epitaphia, tabulae commemorativae, monumenta, inscriptiones, symbola heraldica atque vitae hominum ibi commemoratorum constituunt. Templum eo modo quoddam fit archivum memoriae nationalis.

Iwona autem in hac narratione locum omnino singularem obtinet. Non solum est persona quacum multa opera scripsi atque paravi, sed ante omnia ea est quacum per annos vitam, studia, itinera scientifica, archiva, coemeteria, photographias, libros, cogitationes atque incepta communicavi, quorum multa neuter nostrum fortasse solus umquam suscepisset. Quam ob rem, si de meis rebus gestis loquor, iniustum esset non aperte dicere quam multa ex iis orta sint ex communi labore cum uxore mea carissima.

Altera regio ad quam studia mea per multos annos redierunt est Gallia.

Sepulcra Polonorum, inscriptiones Polonicae atque vestigia Polonorum in Gallia per decennia me occupaverunt: Montmartre, Saint-Vincent, Batignolles, Montrésor, Montmorency. Inde libri de sepulturis Polonicis, de patrimonio materiali emigrantium, de Lyceo Polonico Cypriani Norwid apud Villard-de-Lans, atque de monumentis et aliis formis quibus reges Poloniae eorumque familiae in Gallia commemoratae sunt.

Hodie inter maxima mea incepta numeratur Père-Lachaise — pantheon Parisiense emigrationis Polonicae. Editio inscriptionum Polonicarum ibi servatarum paratur, sed ipsum propositum multo amplius est. De hominibus agitur, de genealogiis, insignibus, monumentis, fundatoribus, circulis emigrantium atque modis quibus memoria efficitur. Père-Lachaise non est tantum ingens coemeterium. Ad historiam Polonorum in Gallia quoddam est immensum archivum lapidibus scriptum.

Pro labore communi in hoc opere gratias agere volo doctori Andreae Biernat, quocum per multos annos studia mea de archivis, emigratione, coemeteriis atque patrimonio Polonico in Gallia coniuncta sunt.

Sed Gallia non solum per historiam emigrantium et loca memoriae me allicit. Nuper etiam ad multo antiquiorem momentum relationum Polono-Gallicarum redeo — ad tempus primae electionis liberae atque electionis Henrici Valesii in regem Poloniae. Una cum Professore Iacobo Z. Lichański latius illud consilium politicum et intellectuale Polono-Gallicum demonstrare conamur, cuius testimonia sunt scripta Forcadeli, Balduini atque Ioannis Zamoyski. Textum Forcadeli in linguam Polonicam converto; sed nunc magis etiam quam ipsa translatio me allicit conatus restituendi mundum idearum, exspectationum ac imaginationum politicarum in quo ille textus ortus est. Eadem igitur iterum historiae ratio: unus textus ianuam aperit ad quaestionem multo ampliorem.

Magis magisque me alliciunt eiusmodi spatia atque instrumenta memoriae. Non unum tantum sepulcrum, insigne, inscriptio aut liber, sed tota compages signorum, textuum atque rerum per quae generationes praeteritae de se ipsis loquebantur et de iis quos memoria retinere volebant.

Per hos omnes annos libros non solum scripsi. Saepissime etiam libros aliorum edendos curavi.

Anno MCMXCI officinam editoriam Wydawnictwo DiG condere coadiuvavi, atque ex eo tempore opus editoris aeque naturalis vitae meae pars factum est ac labor historici. Editor aliquatenus in umbra manet. Legit, corrigit, interrogat, fontes quaerit, notas, indices, imagines et typographiam curat, ac tandem gaudet cum in libri tegumento nomen auctoris litteris multo maioribus quam suum conspicit.

Per multos annos etiam Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, Rocznik Skierniewicki, seriem Fasci Radzivilliani aliaque incepta scientifica edenda curavi.

Locum inter ea singularem obtinet Simon Okolski eiusque Orbis Polonus, unum ex maximis saeculi XVII operibus heraldicis Polonicis. Ad plenam huius operis editionem Polonicam perducere mihi est aliquid maius quam solum negotium editorium. Cum antiquo textu laborare quasi colloquium est per saecula continuatum. Auctor lingua sua loquitur, interpres eum intellegere conatur, editor autem efficere debet ut hanc disputationem etiam lector hodiernus audire possit.

Crescentem hodie laboris mei partem occupant instrumenta digitalia.

Historicus olim schedaria conficiebat. Hodie systemata cognitionis construere licet quae centena milia imaginum, monumentorum genealogicorum, documentorum et photographiarum complectantur. Hoc non puto recessum a traditionali historici officina. Immo contra — bonum systema digitale nihil aliud est quam immensum et amplificatum schedarium historici, quod notitias inter se coniungere valet quas manu componere saepe iam impossibile esset.

Hinc incepta ad Metrykę Koronną, bases genealogicas, archiva atque Centrum Ksiąg Sądowych Dawnej Rzeczypospolitej pertinentia.

Peculiare momentum habet opus quod una cum Professore Christophoro Mikulski paramus: Urzędnicy mazowieccy ziemscy i grodzcy. Spisy. Catalogus magistratuum more tradito compositus ibi cum milibus imaginum librorum iudicialium coniungitur. Ita a nomine magistratus ad certam annotationem pervenire possumus, ab annotatione ad paginam libri, ab homine ad genealogiam, atque a genealogia ad alios fontes.

Hoc ipsum futurum officinae historici esse puto: non ut technologia fontem substituat, sed ut fontes ita inter se coniungantur, ut quaestiones eis proponere possimus quas antea proponere non poteramus.

Non pauca quoque mihi contigerunt munera, officia atque honores. Sum membrum fundator Societatis Heraldicae Polonicae, cui ab anno MMX praesum. In Commissione Heraldica apud Ministerium Rerum Internarum et Administrationis laboro. Ad societates Polonicas et internationales genealogicas atque heraldicas pertineo.

Honores quoque atque praemia accepi — Polonica, Lithuanica, ministerialia et scientifica. Omnia magni facio. Non tamen quia ipsa crux, numisma aut diploma maximi momenti sit, sed quia in eis praecipue id aestimo quod aliquis laborem a me factum utilem et dignum existimaverit.

Sed ubi homo de rebus suis gestis loqui conatur, periculum subit ne quasi omnia ipse solus perfecerit narrare incipiat.

Atqui fere nihil quod revera magnum est ab uno homine solo efficitur.

Libri habent coauctores, editores, interpretes et censores. Incepta scientifica fiunt propter homines qui scientiam et fontes communicant. Societates scientificae vivunt eorum opera qui tempus suum eis donant. Archiva nobis patent propter archivistas. Officina editoria non a dominis solis constituitur, sed ab auctoribus, editoribus, correctoribus, graphistis, typographis et lectoribus.

Quam ob rem, si die natali sexagesimo quarto de me ipso revera dicendum est, ante omnia dicere debeo:

gratias ago.

Gratias iis a quibus didici. Iis quocum libros et articulos scripsi. Iis quocum per annos investigationes peregi. Collegis societatum scientificarum, sociis inceptarum, auctoribus Wydawnictwa DiG, omnibus denique qui per hos annos mecum disputare, me corrigere, fontes mihi indicare, dissentire atque aliquid una construere voluerunt.

Nam si quid duraturum efficere mihi contigit, id numquam unius hominis opus fuit.

Et ipso die natali sexagesimo quarto ad conclusionem etiam pervenio fortasse omnium minime iucundum esse indicem rerum iam perfectarum componere.

Multo iucundior est index eorum quae nondum perfeci.

Père-Lachaise exspectat.

Altera editio Arystokracji polskiej w Galicji exspectat.

Urzędnicy mazowieccy exspectant.

Liber de ecclesia Sanctae Crucis exspectat.

Forcadel exspectat.

Inscriptiones adhuc legendae sunt.

Insignia adhuc identificanda.

Genealogiae corrigendae.

Documenta Vindobonensia profecto plura exstant quam umquam omnia adhibere potero.

Herbaria antiqua cum fontibus adhuc conferenda sunt.

Et alicubi semper iacet proximus textus, proximum documentum, proxima photographia aut proximus liber quem nondum absolvere potui.

Quam ob rem, si mihi licet hodie laudationem in propriam laudem pronuntiare, nolim dicere:

ecce homo qui opus suum perfecit.

Multo magis mihi placet dicere:

ecce homo qui per annos sexaginta quattuor quaesivit, legit, collegit, scripsit, edidit, disputavit, interdum erravit, saepe correxit, non pauca invenit — et adhuc quaerere vult.

Fortasse enim hoc ipsum optimum est testimonium vitae hominis docti: non quod omnia responsa noverit, sed quod, annis progredientibus, quaestiones semper meliores ponere discat.

Et, si fata permiserint, libri, archiva, inscriptiones, insignia, libri iudiciales, coemeteria, antiqui textus Latini atque Radivilli adhuc aliquamdiu quietem a me non habebunt.

Ad multos annos — mihi ipsi, sed ante omnia hominibus quibuscum laborare mihi contigit atque adhuc contingit, et omnibus operibus quae nondum perficere potui.

Prof. dr hab. Sławomir Górzyński
Editor princeps Wydawnictwa DiG